Wydawałoby się, że skoro ktoś zna przepisy ruchu drogowego i potrafi prowadzić auto, to już jest dobrym kierowcą. Ale sprawność fizyczna i wiedza to nie wszystko. Równie ważna – a może nawet ważniejsza – jest kondycja psychiczna. Bo co z tego, że ktoś ma świetny refleks, skoro pod wpływem stresu działa jak tykająca bomba? Właśnie po to są badania psychotechniczne kierowców – żeby sprawdzić, czy osoba za kierownicą potrafi myśleć trzeźwo, szybko reagować i nie wpadać w panikę, gdy sytuacja na drodze wymyka się spod kontroli. To taki psychiczny „przegląd techniczny” – tylko zamiast sprawdzać hamulce, bada się umysł.
Na czym polegają badania psychotechniczne?
Badania psychotechniczne kierowców to zestaw testów, które oceniają różne aspekty psychiki kierowcy. Przeprowadza się je w specjalnych pracowniach psychologicznych, najczęściej w formie indywidualnego spotkania z psychologiem. Wbrew pozorom, to nie są żadne „podchwytliwe pytania” ani próba wyłapania błędów. To raczej narzędzie, które ma pomóc ocenić, czy dana osoba może bezpiecznie prowadzić pojazd – czy to samochód osobowy, ciężarówkę, autobus, czy wózek widłowy.
W skład badań wchodzą testy sprawdzające refleks, koordynację ruchową, spostrzegawczość, odporność na stres i podzielność uwagi. Jednym z najbardziej znanych urządzeń używanych podczas testów jest aparat Piórkowskiego – wygląda jak maszyna z dawnych czasów, ale świetnie pokazuje, jak szybko i celnie reaguje osoba badana. Innym testem może być „wahadło”, czyli urządzenie badające koordynację wzrokowo-ruchową – trzeba naciskać przyciski zgodnie z tym, co widzi się na ekranie. Brzmi prosto? Tylko z pozoru.
Na koniec zawsze odbywa się rozmowa z psychologiem. To moment, w którym można wyjaśnić swoje odczucia, a psycholog może zadać kilka pytań – nie po to, by ocenić, ale żeby upewnić się, że kierowca jest świadomy swoich możliwości i ograniczeń. Bo przecież nawet najbardziej opanowany kierowca może mieć gorszy dzień – ważne, by umiał to rozpoznać.
Kto musi przejść badania psychotechniczne?
Badania psychotechniczne są obowiązkowe dla określonych grup kierowców. Przede wszystkim muszą je przejść osoby wykonujące zawód kierowcy – czyli wszyscy, którzy mają prawo jazdy kategorii C, CE, D czy DE i pracują w transporcie drogowym. Dotyczy to zarówno kierowców autobusów, jak i ciężarówek. Ale to nie wszystko.
Na badania kierowani są również kierowcy skierowani przez lekarza medycyny pracy, a także ci, którzy utracili prawo jazdy za prowadzenie pod wpływem alkoholu lub narkotyków, albo przekroczyli liczbę punktów karnych. W ich przypadku psychotesty mają sprawdzić, czy taka osoba może bezpiecznie wrócić na drogę. Nie są to więc badania „dla zasady”, ale konkretne, praktyczne narzędzie zapobiegania niebezpiecznym sytuacjom na drodze.
Badaniom psychotechnicznym muszą się także poddawać operatorzy maszyn, jak np. wózków widłowych czy dźwigów – tu przecież także chodzi o bezpieczeństwo innych ludzi. Czasem badania przechodzą także osoby posiadające broń, ale to już inna para kaloszy.
Dlaczego warto traktować badania poważnie?
Choć dla niektórych badania psychotechniczne brzmią jak kolejny biurokratyczny obowiązek, to w rzeczywistości pełnią bardzo ważną rolę. Wyobraź sobie kierowcę autobusu, który przewozi kilkadziesiąt osób dziennie – jego decyzje mają wpływ nie tylko na jego życie, ale na bezpieczeństwo całego tłumu. Jeśli taki kierowca ma problemy z koncentracją, wybucha złością w stresujących sytuacjach albo myli sygnały świetlne, to mamy gotowy przepis na tragedię.
Psychotesty pomagają „odsiać” osoby, które z różnych powodów nie powinny siadać za kółkiem. Ale są też sposobem, by samemu dowiedzieć się czegoś o sobie. Zdarza się, że badany nie zdaje testu, bo ma nieleczoną depresję, zaburzenia snu albo nie radzi sobie z napięciem. To sygnał, że warto zadbać o swoje zdrowie psychiczne, zanim wróci się na drogę.
W praktyce badania trwają zazwyczaj od 45 minut do 1,5 godziny, a ich wynik poznaje się tego samego dnia. Jeśli wszystko jest w porządku – dostaje się orzeczenie, które ważne jest przez kilka lat (czas zależy od wieku kierowcy i stanowiska). Nie trzeba się ich bać – lepiej traktować je jak rutynowe sprawdzenie stanu technicznego własnej głowy. Bo przecież nawet najlepszy samochód nie pojedzie bez sprawnego kierowcy.